Jak Zeus z Thorem zrobią imprezę, to nie ma zmiłuj.

wichura

Ostatni piątek wydawał się przyjemnym dniem. Byłem na ogrodzie, pieseł biegał sobie wesoło, motyle wkoło latały i do tego przyjemny wietrzyk, gofry, normalnie żyć nie umierać. Ale jak wiadomo, sielanka nigdy nie może trwać wiecznie, o czym przekonałem się około godziny 21…

Nie ma chyba człowieka pracy, który nie raduje się na samą myśl o piątku. Wreszcie można odetchnąć, zająć się słodkim nicnierobieniem, ewentualnie racząc się wodą ognistą, przy pobliskim wodopoju. Bogowie nie robią inaczej, niejaki Zeus z Olimpu za nic nie mógł przepuścić żadnego piąteczku, więc zaraz po zachodzie słońca powziął stosowne przygotowania. Prowiant załatwił, zacny napitek zajumał Dionizosowi, co by o suchym pysku nie siedzieć i przedzwonił do swego druha Thora, co młotem rzucić lubi, a wody z prądem nigdy nie odmówi. A jak wiadomo, gdy dwaj boscy kumple od kielicha pójdą w tango to nie ma lipy, wióry będą latać. O czym przekonał się Zeus, wstając skacowany w centrum Gniezna i widząc zniszczenia…

Burzowa dyskoteka

My gnieźnianie, lubimy nazywać swoje miasto świętym i jest ku temu parę powodów. Choćby mnóstwo tu kościołów, słynna katedra, ale bardziej chodzi tu o względny spokój z kataklizmami. To jednak już przechodzi do historii, o czym dobitnie zakomunikowała nam natura, w ten feralny piątkowy wieczór. Cytując losową ofiarę klęski żywiołowej: „To był moment…”.

To było zaraz po kolacji, za oknem egipskie ciemności już dawno zapadły, ale jak nie zaczęło błyskać. Nie tak zwyczajnie, z długimi przerwami, o nie, migało jak kula dyskotekowa. Albo jak spawacz łatający dziurę w Titanicu. Muzyka burzowa grzmi, kula się obraca, aż serio bym uwierzył, że bogowie piorunów bawili się na dysce. Później zgasło światło i wesoło już nie było. Zazwyczaj nie boję się burz, ale tym razem siedziałem jak ta trusia, choć udawałem twardziela przed mamą. Za oknem widoczność spadła do zera, więc nie zostało już wtedy nic, tylko czekać i liczyć na najlepsze.

Ja siedziałem przy świeczce w pokoju, a moja mama śledziła akcję z okien. U sąsiadów z na przeciwka trampolinę porwało i połamało. Nasz stolik przed domem pofrunął, brama się sama otwierała, siła niesamowita wręcz. Najbardziej zadziwiający był czas trwania tej nawałnicy, ciągła się, ciągła. Z każdym podmuchem wiatru martwiliśmy się by dachu nie porwało, co na szczęście nie nastąpiło. Później do pożogi dołączył jeszcze deszcz z gradem. Natura potrafi przerazić, nie ma co. Wichura jednak, tak gwałtownie jak się zaczęła, tak samo gwałtownie skończyła i koło 22 nastała cisza.

Gdy na dworze draka, dzwoń po strażaka

Wichura się skończyła, ale noc wciąż była młoda. Dla zwykłego śmiertelnika brak prądu to praktycznie niewielki problem, co najwyżej spowoduje nudę. U mnie problemem jest elektryczne łóżku, oparcie podniesione do pionu, ja siedzę i co tu niby zrobić bez energii? Twórcy mojego łóżka chyba nie byli zbyt domyślni, jak można zaprojektować coś elektrycznego bez żadnych ręcznych mechanizmów awaryjnych? Trochę absurd moim zdaniem, no ale wracając do tematu, postanowiłem poczekać tak długo, aż włączą prąd. I tak mijała 23, północ, a prądu wciąż brak. To już był znak, że jest źle.

O pierwszej musieliśmy już dzwonić po straż, choć trochę tak głupio o taką drobnostkę wzywać. Wyjścia niestety nie było innego, 998 i kawaleria wezwana. Zaskoczyło mnie jak szybko przyjechali z agregatem, co jak, co, ale strażacy to jednak solidna firma. Szybko wszystko podłączyli, trzy momenty i oparcie szło w dół. Mogłem w końcu oddać się w objęcia Morfeusza.

krzywe choinki
Z zewnątrz niby tylko krzywe choinki…

Dopiero poranek ukazał pełnię zniszczeń, które wyrządziła wichura, ale o dziwo, nie na mojej posesji. Nawet drzewa na działce obok stały wszystkie. Jakby nie brak prądu, to mógłbym powiedzieć, że nie stało się nic, po za kilkoma przekrzywionymi choinkami. A problem łóżka szybko rozwiązaliśmy agregatem. Niestety, czar prysł po zajrzeniu do piwnicy…

woda na posesji
…niestety, woda w piwnicy i ogrodzie psuje obraz braku szkód.

O wodzie w naszej piwnicy mógłbym napisać osobny tekst, bo to nie pierwszy raz kiedy wylało. Wystarczy, że spadnie większy deszcz i woda nachodzi jak wściekła, a co dopiero po takim bombardowaniu. Tak czy siak, jest to problematyczne. Mała pompa w piwnicy, tej masy wody nigdy by nie wypompowała i trzeba było skombinować wczoraj jakąś pomoc. A kogo, jak nie strażaków? Cały wielki wóz przyjechał, wraz z całym zastępem OSP, istni rycerze na czerwonym rumaku. Takiej obsługi klienta, to jeszcze nie mieliśmy. Raz, dwa i strażacka pompa poszła w ruch. Hałas może duży, ale woda zniknęła w trymiga. Strażacy mięli swoje zmiotki i zgarnęli każdą drobinkę wody, pełna profeska. Ze swojej strony chciałbym podziękować całemu oddziałowi OSP Modliszewo oraz jego dowódcy, panu Tomkowi. Wiem, że to niby wasz zawód, ale mimo to bardzo Wam dziękuję, jesteście wielcy :)

Jak widzicie, w porównaniu do reszty Gniezna i Wielkopolski wyszliśmy z tej zawieruchy praktycznie bez szwanku. Wichura uświadomiła mi, że człowiek to jednak nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest uzależniony od prądu i na łasce bezlitosnej natury. Mam tylko szczerą nadzieję, że takich akcji więcej już nie zobaczę. Tak, mówię o tobie Zeusie Gromowładny ;)

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.