Zero-jedynkowa symfonia, czyli najlepsza muzyka w grach.

Jensen, 47, Shepard i Serious Sam, muzyka w grach

Co, jak co, ale gry wideo kocham i to z bardzo różnych powodów. Obok takich oczywistości jak gameplay, grafika czy klimat mamy jeszcze ten niemal najważniejszy składnik gier. Dobry soundtrack…

 

Każdy entuzjasta filmów czy gier z pewnością zgodzi się ze mną, że dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa potrafi niemal zrobić z pół produkcji. No bo czy ktoś o zdrowych zmysłach wyobraża sobie takie „Gwiezdne Wojny” bez genialnej muzyki Johna Williamsa? Albo grę „Mario” bez słynnej melodii przewodniej? Ja sobie nie wyobrażam. Od skromnych początków mojej gamingowej kariery, aż do teraz spotkałem się z całą masą znakomitych gier i śmiem sądzić, że wiele z nich nie osiągnęło by takiego sukcesu bez swojej legendarnej muzyki. A oto moja niepełna lista soundtracków, których nigdy nie zapomnę…

 

Serious Sam: Pierwsze i Drugie Starcie

Na pierwszy ogień weźmy nieśmiertelnego klasyka z początku lat dwutysięcznych. Jak dziś pamiętam moment kiedy pierwszy raz odpaliłem demo pierwszego Serious Sama i usłyszałem intrygującą muzykę (klik) docierającą do mych uszu. Akcja gry rozgrywała się w starożytnym Egipcie, dominowały tam więc bębny i orientalne rytmy. Strzelanie do dość nietypowych stworów nigdy nie byłoby tak rozkoszne bez tej zagrzewającej do walki, a jednocześnie klimatycznej ścieżki dźwiękowej.

Z Drugim Starciem było podobnie, ale doszły motywy Majów i Babilonu. Warto też wspomnieć o mocniejszych brzmieniach w czasie walki z bossami. Do dziś gdy słyszę znajome nuty to natychmiast na mych ustach pojawia się uśmiech. Wprost uwielbiam tą serię i jak istnieje jakaś istota ludzka co w to nie grała, to polecam. Tylko nie straćcie przy tym głowy jak pewne osoby ;)

Tu macie jeszcze pełne playlisty z tych zacnych produkcji: #1 #2

Deus Ex: Human Revolution

deus ex

Gdy tylko słyszę kwestię „I never asked for this” przed oczami pojawia się pamiętny trailer tej genialnej produkcji i ten nieziemsko klimatyczny motyw przewodni: (klik). Nawet teraz mam ciary na całym ciele kiedy odpalę sobie ten utwór. Mistrzostwo Michaela McCanna w skomponowaniu tego soundtracku, bez dwóch zdań, powinno przejść do legendy. Dużo w nim ambientu i niepokojącej elektroniki, co świetnie współgra z dystopijną atmosferą gry, po prostu poezja dla fanów science-fiction i cyberpunku.

Najlepiej sprawdźcie sami: #1

Seria Assassin’s Creed

W serii Assassin’s Creed zadurzyłem się odkąd ukończyłem pierwszą jej odsłonę i do dziś jestem fanem. Duża w tym zasługa Jespera Kyda, chyba mojego ulubionego gamingowego kompozytora, który zajął się również i naszą serią o zakapturzonych zabójcach. Cechą charakterystyczną muzyki tego autora jest idealne dobieranie jej do miejsca akcji i nadanie jej mrocznego klimatu.

Najbliżej tej definicji była pierwsza część cyklu. Czasy krucjat, Bliski Wschód i świetnie dobrana muzyka. Nie dość, że oddawała ona atmosferę tego rejonu świata to jeszcze dodawała niepokojącej atmosfery. W dwójce klimat już trochę zelżał, ale dodał mnóstwo emocjonalnych wstawek. Główny motyw muzyczny, czyli „Ezio’s Family„, to miód na moje serce i uszy. Wszystkie kłaczki na ciele stają dęba, gdy tylko słyszę tą melodię. Później przyszedł czas na Brotherhood z kolejnymi zacnymi utworami, szczególnie „Countdown” przypadł mi do gustu.

Niestety pan Kyd wraz z premierą AC: Revelations przestał być głównym twórcą muzyki w serii, dzieląc się robotą z Lornem Balfe, a od Trójki odszedł na dobre. Niestety dało się to odczuć. Soundtrack w pozostałych częściach cyklu nie jest może zły, ale nie oszukujmy się, Jasper, to Jasper. Oby w Origins się zbliżyli choć trochę do mistrza, a będzie dobrze.

Tutaj macie linki do playlist: #1 #2 #3

Seria Fallout

Wojna, wojna się nigdy nie zmienia i podobnie jest z muzyką w Falloucie, ciągle tak samo niezrównana. Mowa tu oczywiście o tej autorstwa Marka Morgana, choć Inon Zur i jego główne motywy w Falloutach Bethesdy, ubóstwiam w równym stopniu. Skupmy się jednak na Morganie. Prawdopodobnie nikt nigdy nie oddał grozy życia po apokalipsie w tak niesamowity sposób jak Mark swoim podkładem muzycznym. Już utwór w intrze pierwszej części serii zasadza nam kopa w podbrzusze i dobija gęstym jak smoła klimatem. Tej symfonii mroku i beznadziei nie da się zapomnieć jeszcze długo.

Później pojawiły się produkcje Bethesdy i za sterami kompozytora zasiadł Inon Zur. W prawdzie nie dorównał on legendzie Morgana, ale jednak, skubany kupił mnie przewodnim tematem zarówno w Falloucie 3, New Vegas, jak i 4. Muzyczka przygrywająca z kolei eksploracji w wykonaniu Zura też nie odbiega zbytnio od nich. Spokojnie dają radę, a dzieł obu artystów do dziś lubię posłuchać.

Tu łapcie dzieło Marka: #1, a tu Inona: #2 #3 #4

Seria Hitman

agent 47

Zanim Jasper Kyd zajął się komponowaniem w cyklu o asasynach, stworzył on muzykę do innej wielkiej marki, jaką jest Hitman. Przygody łysego klona-zabójcy największe triumfy osiągała właśnie przy akompaniamencie muzycznym tego artysty. Skupię się tutaj na trzech częściach serii, które mają najlepsze, moim zdaniem, soundtracki.

Zacznijmy od Silent Assassin. Tutaj właściwie zaczęła się moja przygoda z Agentem 47 i jego światową karierą płatnego zabójcy. A jak wcielać się w rumuńskiego Kilera to tylko przy muzyce symfonicznej, z klasą. Gdy tylko pierwszy raz usłyszałem w menu głównym początkowe nuty to już wiedziałem, że było dobre. Wraz z podróżami naszego łysego przyjaciela towarzyszy nam Jasper i jego trele w klimatach perfekcyjnie dobranych do odwiedzanych lokacji. Cztery z nich szczególnie wbiły mi się w pamięć. Pobyt w mroźnym Petersburgu z utworem „47 in St. Petersburg” , wycieczka do Japonii z „Japanese Mansion” i „Snow Castle” oraz początkowy kawałek „47 Makes A Decision” . Nie wiem jak wy, ale ja za każdym razem czuję dreszcze na całym ciele, no po prostu mistrzostwo w fachu.

Kontrakty i Krwawa Forsa też nie zostały daleko w tyle, zaczynając od muzyki w menu: #1, #2, a kończąc na poszczególnych misjach #1, #2. Co ciekawe cześć utworów w obu częściach to te same melodie, ale jedna puszczona normalnie, a druga od tyłu i każda jest tak samo świetne. Kolejny przykład ogromnego kunsztu Kyda.

Klasycznie łapcie listy: #1 #2 #3

Trylogia Mass Effect

Na sam koniec zostawiłem ścieżkę dźwiękową, którą darzę największym sentymentem, tak samo jak i całą trylogię z Komandorem Shepardem. Co tu dużo mówić, kocham Mass Effecta i całe to uniwersum, a zwłaszcza cudowną muzykę. Mogącą spokojnie mierzyć się nawet z kompozycjami z „Gwiezdnych Wojen”. Serce mi rośnie jak słucham dowolny utwór w serii.

Za każdym razem prawie natychmiast wracają do mnie wspomnienia przygód jakich przeżyłem w serii. Pierwsze co uderzyło mnie po odpaleniu sławetnej Jedynki to melodia w menu głównym. Był to oczywiście „Vigil” , nie ma słów by opisać co czuję gdy puszczam sobie te iście niebiańskie nuty. W pierwszym Efekcie Masy dominują silnie elektroniczne brzmienia, kto oglądał takie klasyki jak „Łowca Androidów” czy „Terminator”, ten wie o czym mówię. Słychać to szczególnie w utworach „The Normandy” , przygrywające przy przeglądaniu mapy galaktyki „Uncharted Worlds” i „The Wards” . Świetnie pasują do nieziemskich klimatów tej produkcji. Pojawia się tam również sporo epickich kawałków, ten z intra, „The Citadel” , „Virmire Ride” i nie zapominajmy o motywie Suwerena. Warty uwagi jest też „Love Theme” . Ile emocji ta muzyka we mnie generuje, to nie macie nawet pojęcia.

W Mass Effect 2 soundtrack skupił się bardziej na mroczniejszej stronie eksploracji kosmosu. Idzie bardziej w kierunku filmów z serii Obcy i niepokojącej atmosfery, co genialnie odwzorowuje to co się dzieje na ekranie. Te trzy utwory szczególnie zapadły mi w pamięć: żywcem wyjęty z Aliens „Freedom’s Progress” , podniosły „The Normandy Reborn” i ten epicki motyw „Suicide Mission” . Dreszcz gwarantowany.

Z kolei w trójce postawiono na epickość w iście kosmicznej skali, z użyciem tradycyjnej orkiestry. Do tego zatrudnili Clinta Mansella, którego możecie kojarzyć ze słynnym utworem z filmu „Requiem dla snu” . To po prostu miazga, co on tutaj wyczarował. Zaczynając od arcygenialnego „Leaving Earth” , przez dogłębnie wzruszające „I was Lost Without You” , energetyczne „Rannoch” i kończąc na „An End Once and for All” , piosence, którą chciałbym by leciała na moim pogrzebie. Kocham soundtrack tej gry, nie ma innej opcji.

Zajrzyjcie później do playlist: #1 #2 #3

Uff, dojechaliśmy do końca tej długaśnej listy. Sorry, że taka kolubryna, ale nie mogłem się z wami nie podzielić tą przepiękną muzyką. A jaką wy ścieżkę dźwiękową z gry wspominacie z największym sentymentem? Piszcie w komentarzach. A na pożegnanie łapcie jeszcze ten utwór. Narka :)

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.

  • Piotr Fokt

    Dobra lista, dodam od siebie Seria Icewind Dale, Planescape Torment, Beyond G&E, Jade Empire

    • Dzięki :) U ciebie same klasyki widzę, tak się złożyło, że nie miałem okazji się z nimi jeszcze zapoznać. Chyba kiedyś będę musiał to nadrobić.

      • Piotr Fokt

        Raczej nie gram w nowe gry – nie odpowiada mi większość aktualnych produkcji.