Syryjska Apokalipsa.

Wojna w Syrii często ostatnio zaprząta mój umysł. Szczególnie wczoraj, gdy pojawiła się informacja o zajęciu przez siły rządowe oblężonego od 4 lat Aleppo. Są doniesienia o egzekucjach i ciągłych bombardowaniach. Strasznie mnie to zasmuciło i zachęciło do myślenia, dlaczego to ciągle trwa?

Choć trudno w to uwierzyć, ale konflikt w Syrii trwa już od 5 lat i nadal nie wydać jego końca. To niemal tyle co II Wojna Światowa, kraj jest niemal całkowicie w gruzach i pewnie nigdy się już z tego do końca nie podniesie. Nie rozumiem tego, co jest nie tak ze światem? Niby istnieje ONZ, światowe mocarstwa, które swoją bronią mogłyby zgładzić cały nasz gatunek jednym naciśnięciem przycisku i nikt nie potrafi powstrzymać narodu wyrzynającego się na oczach wszystkich?

Nie mam złudzeń co do tego, wielkie mocarstwa zawsze widziały tylko swoje własne interesy, ale dlaczego choć raz nie zrobią czegoś dla dobra ogółu? No cóż, nie zanosi się na zmianę tej sytuacji i strasznie mnie to wkurza. I nie obchodzą mnie strony tego konfliktu, kto zaczął, po co, ja zawszę staję po stronie cywilów, ludzi, których spotykamy na ulicy, kobiety, dzieci, sprzedawcy w sklepach. Osoby niezwiązane z walką, próbujące po prostu przeżyć, to są prawdziwe ofiary tej absurdalnej wojny, którą pewnie dałoby się zakończyć, bardzo szybko, gdyby nie głupie podziały wśród państw.

My ludzie tak bardzo lubimy się stawiać wyżej od zwierząt i z arogancją nazywamy się cywilizowanymi, a ciągle prowadzimy wojny o tymczasowe władanie nad kupką gruzu w imieniu urojonych ideologii. Mimo to wydaję mi się, iż jest jeszcze nadzieja, bo jednak jest wiele osób, które widzą problem tej wojny, może i w końcu przywódcy reszty krajów wyjmą głowy z dupy i coś zrobią w tej sprawie. Co do tego mam jednak jeszcze wątpliwości.

  • Szczerze mówiąc, nie widzę sposobu w jaki państwa miałyby w tym momencie, przy obecnym układzie sił, zakończyć wojnę. To, co się dzieje w Syrii jest bez wątpienia straszne, ale obserwując przebieg tej i innych 'współczesnych' wojen, obawiam się że nadmierne mieszanie się państw trzecich w wewnętrzne konflikty innych, nie niesie za sobą poprawy – wręcz przeciwnie. To nie jest czarno-białe, myślę, że nie dostrzegamy wszystkich niuansów wojny w Syrii.

    ___
    prawda subiektywna

  • No, masz rację z tym wtrącaniem, nie mam złudzeń co do tego. W Syrii nie ma już dwóch stron konfliktu, tylko już co najmniej 5 i każda ma krew na rękach. Nawet już pewnie nikt tam nie wie po co walczy, z kraju i tak już niewiele im zostało. Właściwie można tam podzielić ludzi na tych co mają broń i na bezbronnych. W sumie dałoby się zakończyć to w tydzień, ale to niestety niemożliwe, polityka i sprzeczne interesy mocarstw na to nie pozwolą. Taki już nasz gatunek najwyraźniej. Szkoda mi tylko zwykłych ludzi, cywilów między młotem, a kowadłem. Dzięki za komentarz. Pozdrawiam :)