Rasizm wiecznie żywy?

nienawidzę rasizmu

Nie wiem czy wiecie, ale jestem bardzo zrównoważonym człowiekiem. Wszystkie kłody rzucane mi przez życie pod nogi, przyjmuję z iście stoickim spokojem i w ogóle ze mnie kawał pacyfisty. Jednak istnieje zjawisko, na którego samą myśl dostaję monstrualnego pierdolca, a jest nim rasizm.

 

Dlaczego tak bardzo nienawidzę rasizmu? Szczerze mówiąc, chciałbym dożyć czasów, w których zadawanie takiego pytanie nie będzie już nigdy konieczne, ale by na nie odpowiedzieć, musimy się najpierw cofnąć do przełomu wieków i moich szczenięcych lat.

Zapraszamy do Superkina

Za dzieciaka byłem ogromnym fanem filmów akcji. No wiecie, głównie były to produkcje z lat 80 i 90, klasyki z ery VHS. Filmy ze Schwarzeneggerem, Sylwkiem Stallone czy innym Ja wam Damem, oglądałem z uporem telemaniaka. Takie polsatowskie i tvn-owskie cykle Mega Hit czy Superkino były dla mnie stałym punktem tygodniowego programu. W tych antycznych, niemal bezinternetowych czasach, telepudło było dla mnie wręcz jedynym oknem na szeroki świat.

Jedną z moich ulubionych serii filmowych tamtego okresu, była „Zabójcza Broń”. Nic w tym dziwnego, w końcu legendarny duet, Mel Gibson i Danny Glover to gwarancja świetnej rozrywki, i banana na mojej twarzy, z każdym kolejnym seansem. Kto zna tę produkcję, pewnie już się powoli domyśla do czego zmierzam. „Zabójcza Broń” należy do podgatunku akcyjniaków, zwanych „buddy movie”, gdzie głównym założeniem było połączenie dwóch, czasem skrajnie, różniących się charakterem lub osobowością bohaterów, którzy łączą siły w celu rozwikłania jakiegoś problemu. Bardzo często bywało, że takie duety tworzyły osoby różniące się także i kolorem skóry.

Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, iż dla mojego młodego umysłu widok osób o innym kolorze skóry, niż biały nie wywoływał żadnych specjalnych emocji. Było mi to zupełnie obojętne, traktowałem to nie inaczej niż kolor włosów czy oczu. I wyobraźcie sobie, jak musiałem być zszokowany, kiedy odkryłem istnienie czegoś takiego, jak rasizm i rasiści. Nie mieściło mi się w czaszce, że są ludzie, którzy mogą kogoś nienawidzić tylko ze względu na ilość pigmentu w skórze i do dziś tego nie ogarniam.

Przez rasistowskiego pacholca, dostaję pierdolca

Później, gdy dowiedziałem się o swojej chorobie i stopniowo stawałem osobą niepełnosprawną, przy okazji stając członkiem mniejszości, na własnej skórze przekonałem mi, jak to jest być tym innym. Na tyle jednak dopisało mi szczęście, że nigdy nie miałem okazji być obiektem dyskryminacji. Mimo to, zmaganie się ze swoimi ułomnościami, uwrażliwiły mnie na wszelkie formy stereotypowego traktowania kogokolwiek. I ciągle krew mnie zalewa, gdy widzę ilości szamba uprzedzeń, które wybija raz, po raz, w sekcji komentarzy pod czymkolwiek w internecie. Może to i czasem trolling czy wisielczy humor, niemniej, mnóstwo tam ordynarnej nienawiści, co napawa mnie niebywałym gniewem.

Powody mojego soczystego wkurwienia w tym temacie są oczywiste, ale takim głównym, jest fakt całkowitej irracjonalności rasistowskiej postawy. Szczególnie, że obecna nauka dostarczyła nam, aż nadto dowodów przeciwko tym haniebnym poglądom. Tak na prawdę, nawet używanie terminu „rasa” w stosunku do ludzi jest trochę umowna, o czym świetnie opowiedziała Kasia Gandor w swoim filmie. Ale wracając do tematu, nie ma dla mnie większego absurdu niż rasizm i szlag mnie trafia, gdy słyszę, że ktoś serio wierzy w „wyższość” swojej rasy nad innymi. Zabawne, że lubimy się uważać za coś lepszego niż zwierzęta, a o ile wiem, nienawiść i rasizm to tylko domena nas, ludzi. A przecież każdy człowiek na ziemi jest z gatunku Homo Sapiens, oprócz drobnych, fizycznych cech, rasy ludzi się niczym nie różnią i nie widzę nic zdrożnego w tym fakcie.

Na pohybel!

Cierpnie mi też skóra, gdy słyszę używanie, niestety, popularnego dziś u nas słowa (którego nawet przytaczanie tutaj mnie mierzi): „ciapaty”. Jak ja nienawidzę tego słowa, jest takie odpychające i kontakt z nim zawsze kończy się u mnie popsuciem humoru. Chyba, że ten wyraz używany jest w celu ośmieszenia lub krytyki rasizmu, wtedy jeszcze to zniosę, ale tak, to wkurw u mnie gwarantowany. Nie mam pojęcia skąd u niektórych z nas taka agresja skierowana do jakiejkolwiek inności, jakiś instynkt plemienny czy co? No cóż, zagadka życia.

A na zakończenie dodam, że zabawne było i jest dla mnie, używanie terminu kolorowy w stosunku do wszystkich ras innych niż biała. A przecież my, biali nie zawsze jesteśmy tacy. No bo zobaczcie, jak się rodzimy, jesteśmy różowi, jak się wystraszymy, robimy się bladzi, gdy się strujemy – zieloni, a gdy umieramy, siniejemy. Kto tu więc jest kolorowy, jak nie my?

Czy więc rasizm będzie żył wiecznie? Moje idealistyczne serce mówi mi, że na jakimś etapie, nasza cywilizacja zrzuci w końcu ten nikomu niepotrzebny balast, a dyskryminacja ze względu na kolor skóry czy pochodzenie stanie się tylko przykrym wspomnieniem. Z kolei mój ukryty, wewnętrzny cynik poważnie powątpiewa w ostateczne wyginięcie rasistów. Jak będzie na prawdę? Pokaże to nieubłagany upływ czasu, a tymczasem, na pohybel skurwysynom i rasistom.

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.

  • Jakiś mądry człowiek (może nawet „amerykański naukowiec” ;)) powiedział, że świat nieustannie dąży do skrajności. Zmiany te trwają około dwóch dekad – dwie dekady spokoju, dwie dekady chaosu czy wojen. I gdyby tak przyjrzeć się historii, to w istocie tak jest. Niestety jakieś 3 lata temu weszliśmy w ten drugi czas i zarówno w Polsce, jak i w Europie rasizm stał się… Modny. Wcześniej przyznać się do rasistowskich poglądów, to była w zasadzie śmierć towarzyska. Teraz stało się to dosyć powszechne. Jednak jak każda moda, tak i ta przeminie i wszystkie gady będą musiały wrócić pod swoje kamienie ;) (o ile wcześniej nie nastąpi nuklearna apokalipsa, naturalnie)

    • Rzeczywiście, coś w tym jest, coś jak to wahadło, o którym sam Krul Kurwin z lubieżną lubością powtarza. Raz jedni są Sprite’em, a inni Pragnieniem i tak się to pewnie kręci. A co do nuklearnej apokalipsy, to nie powiem, kusząca perspektywa, ale najpierw muszę zobaczyć finał Gry o Tron, no i Martin musi skończyć PLIO. Wtedy grzybki będzie można zacząć zrzucać ;)

  • gdzie Ty żyjesz, ze nie doświadczyłeś dyskryminacji, daj namiar a przeprowadzę się natentychmiast. :)
    Nie cierpię rasistów i homofobów, brzydzę się nimi.

    • Oj tak, nie ma nic obrzydliwszego niż uprzedzenia, do wulkanu z nimi! A wracając do twojego zdziwienia, to ja też jestem tym zszokowany, ale serio tak było. Całe szkolne życie spędziłem w Gnieźnie i nie przypominam sobie żadnej takiej sytuacji, zero krzywych spojrzeń, podśmiechujek za plecami, chyba że o czymś nie wiem. Jedynie raz bodajże byłem świadkiem jak ktoś się z kogoś śmiał, ale nie ze mnie. Może to zbieg okoliczności lub szczęście do ludzi? Nie mam bladego pojęcia.