Nie jestem pogrzebowym typem człowieka.

Parę nocy temu zebrało mi się na przemyślenia. Tak dumałem i dumałem, aż zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na czyimś pogrzebie. No, moje zwoje mózgowe mają talent do podrzucania mi dziwacznych myśli. A gdzie, jak nie na blogu, mierzyć się z dziwnymi myślami?

 

Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na jakimkolwiek pogrzebie. Nazwiecie to szczęściem, ale w większości przypadków nie mogłem brać przy nich udziału z powodu niepełnosprawności. Wózek i ciasne alejki cmentarza to, jak się domyślacie, nie jest zbyt rozsądne połączenie. No cóż, polskie nekropolie nie rozpieszczają pod względem dostępności. Nie żebym narzekał, bo raczej wielkim ich fanem bym nie został. Trudno by ktokolwiek, po za członkami rodziny Addamsów, lubił uroczystości żałobne. Jednak ja nie przepadam za nieco innymi elementami pogrzebu, niż przeciętny zjadacz chleba.

 

Weźmy na przykład rozdmuchaną do granic możliwości powagę tego typu uroczystości. Zanim jednak chwycicie się za głowę z oburzenia i zapytacie o czym ja do cholery teraz mówię, to już spieszę z wyjaśnieniem. Mam tu na myśli wyłącznie pogrzeby osób starszych, które umarły z przyczyn naturalnych lub po ciężkiej chorobie, gdy odejście z tego świata staje się końcem cierpień. No bo zobaczcie, zamiast iść z uśmiechem pożegnać się z bliskim to często ludzie wolą tą grobową powagę. O ile lżej by poczuł się człowiek, gdyby mógł z uśmiechem na ustach z cmentarza, pójść na stypę, by powspominać wszystkie najlepsze chwile związane ze zmarłym.

 

Polskie zwyczaje pogrzebowe są z reguły strasznie smutne, nie uważacie? Trochę mnie to dziwi, w końcu chrześcijanie, o ile się orientuję, wierzą, że po śmierci dusza zmarłego trafia do raju, to skąd w takim razie powaga i smutek? Czy nie powinno być wręcz przeciwnie? Podobnie mam ze Świętem Zmarłych, nie rozumiem dlaczego zaduma nie może iść w parze z pozytywnymi emocjami, jak śmiech lub radość. Nie jestem wierzący, ale szczerze mówiąc bardziej podobają mi się zwyczaje innych kultur w tym zakresie.

W Meksyku śmierć nie jest traktowana jako temat tabu i podchodzi się do niej jak do każdej innej dziedziny życia. Wszystkich Świętych też jest obchodzone zgoła inaczej niż u nas, z humorem i pozytywnym nastawieniem. Przy grobach ludzie ucztują, wspominają zmarłych, dość podobnie zresztą jest w społeczności Romskiej.

 

Jest coś bardzo miłego w takim podejściu do dbania o pamięć po zmarłych. My, Polacy moglibyśmy choć szczyptę tych zwyczajów przyjąć, może pogrzeby nie byłyby tak traumatyczne. Tak sobie wyobrażam swój pogrzeb, uśmiechy wśród moich bliskich, jakiś muzyczny kawałek (najlepiej ten z gry Mass Effect lub Gry o Tron) i tylko wesołe wspomnienia o mnie. To byłaby zacna uroczystość.

Jest jeszcze jedna kwestia, której trochę nie lubię na naszych cmentarzach, a mianowicie wygląd grobów. Wielkie marmurowe pomniki i tablice, jakoś tak z przepychem mi się kojarzą. W USA mają chyba najładniejsze cmentarze, piękne, zielone trawniki, a na nich skromna, biała tablica i to wszystko. Ładnie, schludnie i da się przejechać wózkiem, minimalizm, tak jak lubię.

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.

  • nieprzyzwoitka

    Staram się zachowywać otwarty umysł w wielu dziedzinach życia. Nie umiem sobie natomiast wyobrazić, że do pogrzebu i śmierci bliskiej mi osoby podchodzę z radością, bo oto wstępuje do nieba/odradza się w lepszym ciele, czy co tam jeszcze. Nie. Tak nie będzie. Będę płakać, rozpaczać i odstawiać histerię, ponieważ myśl, że już nigdy więcej nie zobaczę tej osoby będzie dla mnie traumatycza. Co ciekawe, zupełnie inny stosunek mam do swojej śmierci- nie życzę sobie aby inni rozpaczali.

    • To prawda, ciężko oczekiwać żeby podchodzić z radością do śmierci kogoś nam bliskiego, sam też nie wyobrażam sobie zareagować czymś innym, niż smutkiem w takiej sytuacji.

  • Ja lubię nagrobki z aniołami zamiast krzyżami czy tablicą. Mam wręcz fioła na tym punkcie i kiedyś każda tapeta w komputerze z jakimś była. Dlatego lubię chodzić po starych cmentarzach.

  • Mam takie samo zdanie o pogrzebach. powinniśmy się radować i cieszyć, a nie smucić

  • „A gdzie jak nie na blogu mierzyć się z dziwnymi myślami?” – dobre.:-)
    Też kiedyś chciałam, by na moim pogrzebie było wesoło, ale wiem że to nie jest proste. Niezależnie od tego w co wierzysz, rozstajesz się z bliską osobą. Trudno się wtedy cieszyć. Jednak fakt faktem,, że oprawa muzyczna na pogrzebach jest zbyt ciężka i zbyt poważna.

  • Utrata kogoś bliskiego to zawsze trauma, aczkolwiek zgadzam się z Tobą, że katolickie pogrzeby są potwornie dołujące. Moja Babcia, ktora zmarła wiele lat temu, była wyznania prawosławnego – i pogrzeb wyglądał zupełnie inaczej. Potem – zamiast minorowej stypy – był rodzinny, uroczysty obiad, na który został zaproszony też batiuszka i duchowni, którzy na pogrzebie śpiewali. I było właśnie tak, jak być powinno – wspominaliśmy Babcię, leciały anegdoty, było sentymentalnie i poruszająco. To pomogło przetrwać ten najgorszy czas, kiedy najtrudniej pogodzić się ze śmiercią kogoś, kogo się kochało. I kocha nadal, choć fizycznie go nie ma.

    • No to musiał być pewnie piękny pogrzeb, dobrze wiedzieć, że jednak da się inaczej i to rzeczywiście pomaga w przetrwaniu traumy. Dzięki za ciekawy komentarz :)