Opowieść o Psie-Zombie.

pies-zombie i impreza

Ach te piątkowe imprezy, czasem dzieją się tam rzeczy, które się nie śniły fizjologom, albowiem noc bywa długa i pełna strachów. Dzisiaj opowiem wam pewną zasłyszaną historię o jednej takiej bibie, w której co prawda nie uczestniczyłem, ale chętnie się opowieścią z wami podzielę…

 

Było to w samym środku lata, świerszcze odgrywały swe serenady, a kilku kumpli, siedząc w ten upalny dzień na działce, snuli imprezowe plany. Właściciel działki, niejaki Mareczek zaproponował więc swoim druhom domówkę, w tym samym miejscu, w piątkowy wieczór i jak ustalili, tak zrobili. A tydzień później, wraz z zachodem słońca, cała paczka stawiła się na działce i tak zaczęła się maniana.

Nieoczekiwany gość

Niby wszystko wydawało się cacy, do czasu, gdy na naszych imprezowiczów nie zaczęła skakać pewna włochata, czworonożna bestia. Bo musicie wiedzieć, że Marek zataił przed kumplami fakt o owczarku niemieckim swojej dziewczyny, którego obiecał popilnować. A że potężna bestyja z niego była, to wyobraźcie sobie co tam się musiało dziać. Na uczestników domówki, ów brytan rzucił się jak Grażyna na Gang Świeżaków. Latał po całej altanie ciesząc się i merdając wesoło ogonem, przy okazji siejąc niesamowity chaos. Melanż, mimo tych niedogodności trwał jednak dalej i tak mijały kwadranse. Piwa się lały, muzyka grała, a śmiechom nie było końca. Zabawa trwała w najlepsze, aż do czasu, gdy pies solidnie nie odpoczął…

Pies działkowicza

Mareczek sądził, że jak piesek sobie zasnął to już zwierzak się naprzykrzać nie będzie, a tu jednak nic bardziej mylnego. Urocza bestia dość szybko się ożywiła i to tak, iż nie został kamień na kamieniu. Wleciał jak włochata torpeda pod stół, ten się wywrócił, piwa się rozlały, wszyscy oblani złotym trunkiem. A ten owczarek macha ogonem i cieszy się jak głupi do sera. Pałka się przegła i coś trzeba było zrobić z psem. Ekipa wpadła na pomysł zaprowadzenia czworonoga, na działkę obok. Ten by się tam wybiegał, a tu mieliby spokój. Sąsiada nie było, więc bez wahania tak zrobili i zaraz potem wrócili bawić się dalej. Muza gra, światła lecą, kula się obraca i tak zleciała godzina.

Nagle do altany przybiega znajomy włochaty stwór, z czymś pokrytym futrem w pysku. Okazało się, iż jest to martwy jamnik. Wszyscy w szoku, pies zagryzł jamnika! Marek przerażony i gorączkowo myślał, co niby ma z tym fantem zrobić? Wzięli więc to truchło jamnika do łazienki, oczyścili z piachu, a później, już czystego, zanieśli, jakby nigdy nic do sąsiada i położyli ciało przy budzie. A sami imprezowicze z nadmiaru wrażeń poszli spać.

Poranek kojota

Nazajutrz, Mareczek i paczka obudzili się z solidnym kacem, również moralnym. Ukradkiem do sąsiada zajrzał Kamil, najodważniejszy z grupy. Zobaczył on bladego jak ściana działkowicza, na ławce, w ogródku. Niewiele myśląc, Marek poszedł rozmówić się z jegomościem i przyznać się do zbrodni. Podchodzi do kolesia i bardzo delikatnym głosem pyta go:
– Co się stało, sąsiedzie?
– A panie, w ogóle mi nie mów, mój pies, Maksio mi zmarł i dzisiaj rano myślałem, że na zawał jeszcze padnę…
– Przykro mi to słyszeć, wczoraj się to stało? Bo ja właśnie w tej sprawie…
– Wczoraj? Panie, trzy dni temu mojego jamnika musiałem uśpić, bo już stareńki był i cierpiał, a zaraz potem go pochowałem tu, w ogródku – powiedział sąsiad, wskazując na dziurę w ziemi
– Ale jak zobaczyłem jego ciało przy budzie, to zdębiałem i przeżegnałem lewą ręką, i do teraz nie wiem jak to się stało.
– Ja chyba wiem, sąsiedzie…- powiedział Marek i opowiedział, z nieukrywaną ulgą w głosie, o wydarzeniach ostatniej nocy. A zaraz później niósł się w okolicy tylko śmiech i oto cała opowieść o psie-zombie. A morał z tej historii jest krótki i niektórym znany, czasem pies jest dosłownie, w ziemi pogrzebany ;)

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.

  • Kolejny głos za tym, że koty są fajniejsze :P

    • Na pewno nie spowodują takich szkód, ale ja tam i jedne, i drugie stwory uwielbiam. Koty za szczerość i okazjonalną łaskawość (choć to złodzieje, o czym już mawiał niejaki Dem), a z kolei psy za pocieszność i maślane oczy ;)