Obcy w mieście.

„To miasto jest samotnym miastem” śpiewał Sinatra i rzeczywiście, coś w tych słowach jest. To taki dziwny paradoks, miasto niby pełne ludzi, a człowiek może nieraz poczuć się samotny. Mimo tego, większe metropolie mają jednak swój specyficzny magnetyzm i życie tam ma swoje blaski, jak i cienie…

Tu jest jakby luksusowo

Odkąd pamiętam, miasto kojarzyło mi się z czymś luksusowym. Nawet samo wyrażenie „idziemy do miasta” brzmiało dumnie, mimo że Gniezno to dosyć drobna mieścina. Sam bardzo rzadko bywam w centrum, więc wyjście do niego zawsze było dla mnie swego rodzaju świętem. Czułem się wyobcowany w tym środowisku, ale zawsze dziwnie spokojny.

Wspomnienia związane z tym miejscem zawsze były, przynajmniej dla mnie, wyłącznie pozytywne. A to wyjście do Pizza Hut, a to spacer wokół fontanny na głównym placu Rynku. Dla dziecka, jakim kiedyś byłem, to było coś magicznego. Przyjemny gwar w tle, trzepot skrzydeł gołębi, a nawet ruch uliczny potrafił zbudować przyjemną atmosferą. Dzisiaj już mój entuzjazm nieco opadł, i teraz doceniam walory miasta inne niż kiedyś. Ładne, stare i klimatyczne budynki, przy których czuć niemal zapach historii, czy też życzliwą atmosferę wśród ludzi przechadzających się uliczkami. Choć z tą życzliwością, to bywa pewnie różnie, choć sam osobiście nigdy nie spotkałem się z jej brakiem.

Miasto samotności

Jest to pewnie zasługa większej anonimowości, poglądy stają się wtedy nieistotne i w końcu gdy się nie znamy nie zachodzi w nas potrzeba konfliktu. Co za razem jest bardzo wspaniałą sprawą, ale i czymś trochę smutnym. Fajnie by było żyć w mieście, gdzie wszyscy się znają, mają różne poglądy i wzajemnie się, mimo to, szanują. Niestety, wiem że taki idylliczny obrazek się pewnie nigdy nie spełni, ale warto nieraz tak sobie pomarzyć, a może nawet dążyć do, choć częściowego zrealizowania tej wizji.

Czar jednak pryska, gdy jest się osobą niepełnosprawną. Z perspektywy wózka, centra miast stają się pułapką, a już na pewno terenem niedostępnym. Bariery architektoniczne potrafią być prawdziwym wrzodem na tyłku, gdy nie poruszasz się na własnych nogach. Wysokie krawężniki, wyboje, raz z górki, raz pod górkę, masakra. Stąd też tak rzadko je odwiedzam i mam wręcz opory przed tym, a szkoda. Właściwie jest to mój jedyny problem z miastami, choć w jednym zdarzyło się odwrotnie. Był to Berlin, tak przyjemnej architektonicznie metropolii nigdy nie spotkałem, oby polskie miasta poszły tym tropem.

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.