Moje najdalsze podróże, Węgry.

W ciągu mojego życia byłem na wielu wycieczkach szkolnych i różnych innych wyjazdach. Jednak to szczególnie dwie podróże zapadły mi w pamięć, na Węgry i do Berlina, za tydzień Niemcy, ale najpierw Węgry.

 

Była to moja pierwsza i jak dotąd najdalsza wycieczka za granicę w jakiej brałem udział. Było to w wakacje 2001 lub 2002 roku, już po otrzymaniu diagnozy. Mój tata po prostu pracował jako kierowca autokaru, miał właśnie wyjazd do Węgier i postanowił mnie zabrać ze sobą, tak jak mojego starszego brata rok wcześniej. W ten sposób wyruszyliśmy do małej węgierskiej mieściny Hajdúszoboszló, na wschodzie kraju.

Na Węgry

Jechaliśmy przez Czechy i Słowację, potem przez Budapeszt, aż do celu. Z jazdy nie pamiętam wiele, tylko to, że strasznie mi się dłużyło i jeszcze te klasyczne kontrole paszportowe, bo oczywiście Polska i Węgry jeszcze wtedy w Unii Europejskiej nie były, trzeba było czekać nawet dwie, trzy godziny, by zostać przepuszczonym. Z innych rzeczy pamiętam jeszcze wspaniały widok ze wzgórza, panorama Budapesztu w środku dnia, coś pięknego. Gdy już byliśmy u celu, czas mijał tam powoli, rano śniadanie, później pływanie w basenie, była tam też sauna, ale mnie od niej odrzucało, za gorąco jak dla mnie ;) (kto by pomyślał).

Raz się wybraliśmy z tatą i jego kolegą na wycieczkę rikszą. Zatrzymaliśmy się na chwilę, mój tata poszedł chyba kupić jakąś pamiątkę, wtedy przez przypadek wsadziłem duży palec o stopy podajże w łańcuch rikszy, oczywiście palec rozwalony, ja w kwik. Nic takiego wielkiego, ale kulałem potem dłuższy czas. Ostatnią rzeczą, którą mam jeszcze w pamięci było nocne pływanie w ocieplanym basenie, fajny klimat.

Powrót do Polski już mi zleciał szybko, powróciłem trochę niestety poobijany, stopa mi spuchła, ale jednak czułem się szczęśliwy. Żałuję tylko, że niewiele zwiedziłem, ani też nie rozglądałem się, nie podziwiałem widoków. Cóż byłem tylko dzieciakiem, narzekałem, że długa jazda i tak dalej, a powinienem chłonąć wszystko na maksa, ale jak mówiłem miałem tylko 9, 10 lat i nie doceniałem tego co mogłem wtedy.

Przyszła mi jeszcze do głowy jedna refleksja: zawsze starajcie się nie odwlekać niczego, pamiętajcie, że życie wbrew pozorom płynie błyskawicznie i zamiast planować czy odkładać, róbcie to teraz, żyjcie tak jakby każdy dzień był tym ostatnim.