Historia pewnego telefonu.

telefon

Moja babcia to wspaniała kobiecina i aparatka jakich mało, aktywna, z poczuciem humoru oraz stylu. Ile to nasza rodzinka przeżyła z nią przezabawnych przygód, to byście mi normalnie nie uwierzyli. A jedna z nich przytrafiła się pewnej wiosny…

 

Wtedy to mój starszy brat, Damian, postanowił przedzwonić do starowinki na jej domowy numer, w celu omówienia pewnej nietypowej sprawy. Uradowana babcia oczywiście z miłą chęcią odebrała telefon od wnuka i tak zaczęła się przyjemna pogawędka. Tematów do dyskusji im nie brakowało, a co tam słychać, a jak zdrowie i tak mijał kwadrans, za kwadransem.

W pewnym momencie brat przypomniał sobie, że właściwie był z babcią umówiony na osiedlowym przystanku autobusowym i jeszcze nawet o to nie spytał:
– Babcia, a my się przecież umówiliśmy na przystanku, to może już powoli wychodź z domu, co? Podjadę po ciebie.
A babcia odparła na to:
– Ale ja już właśnie czekam na przystanku, Damianiu, na ławeczce sobie siedzę.
Damian zdziwiony i całkowicie zbity z tropu pyta:
– No ale jak to? Przecież dzwonię do ciebie na domowy telefon, odebrałaś, jakim ty cudem na przystanku jesteś? Co to za czary?
Babcia w śmiech i mówi:
– Nie, w torebce telefon noszę.
Brat się zaczął śmiać i rozbawiony pyta dalej:
No ale jak? Telefon stacjonarny nosisz w torebce? Z tym kablem szłaś z domu czy co? – Damian widział już oczyma wyobraźni ten absurdalny obraz starszej kobiety, z telefonem stacjonarnym w torebce i jak nagle mocno nie wybuchnął śmiechem, tak przez dłuższą chwilę nie mógł się uspokoić. Śmiał się jak głupi do sera. Dawno nikt tak bardzo go nie rozśmieszył jak wtedy babcia.

W końcu okazało się, że nasza urocza nestorka nosi słuchawkę od bezprzewodowego telefonu w torebce, choć sama nie potrafi powiedzieć dlaczego. Ale jedno trzeba przyznać, zasięg to ten sprzęt ma imponujący. Czysta babcia Jadzia, powiadam wam i jak tu jej nie kochać?