Gdy przychodzi infekcja.

Kilka dni temu poczułem niepokojącą suchość w gardle. Nie był to ból, ale i tak napędziło mi to niezłego stracha. Profilaktycznie Febrisan, coś na gardło i udało się, powstrzymałem infekcję. Znów jednak, uświadomiłem sobie kruchość i ulotność ludzkiego zdrowia. Co od razu przypomniało mi o mojej ostatniej przygodzie z przeziębieniem.

 

Listopad 2015 roku. Zaczęło się niewinnie, lekki ból gardła, zaczerwienione oczy i kichanie. Już wiedziałem, coś się tu święci. Infekcje zawsze zaczynają się u mnie od gardła, później przychodzi katar i reszta objawów. Wtedy było właśnie tak samo, do momentu nasilenia się kaszlu. Przeciętny, zdrowy człowiek po prostu odkaszlnie i ma chwile spokoju, u mnie jednak, z osłabionymi mięśniami, sprawia to dużo większe problemy. Nie pomaga w tym lekko zdeformowana klatka piersiowa (skutek skoliozy). Nie tyle, nie mogę kaszleć, co nie mam siły na porządne odchrząknięcie.

W połowie grudnia dostałem potężny atak kaszlu. W moich oskrzelach zebrało mi się tyle wydzieliny, że nie byłem w stanie nadążyć, aż w końcu zaniemogłem. Tętno mi skoczyło, nerwy i już niemal hiperwentylacja, niczym zziajany pies. Musiałem się położyć, ale to nie pomogło, wręcz przeciwnie, pogorszyło sprawę. Mama kazała dzwonić mojemu starszemu bratu po pogotowie. Dostałem płytki oddech więc nie było na co czekać.

Aż w końcu zrobiłem się siny i już powoli odpływałem. Pogotowie na szczęście przybyło szybko. Odessali nadmiar wydzieliny, mocno oklepali i czekali na poprawę. Saturację miałem koło 60, było blisko, z mojej perspektywy nie wydawało się bym był na skraju życia i śmierci. Moi bliscy jednak, widzieli to zgoła odmiennie, patrząc na moje siniejące oblicze. Przyszła Wigilia, kolejny atak, pogotowie i tak cyrk trwał do któregoś stycznia (bez ratowników tym razem).

Od tamtego czasu nie byłem jeszcze ani razu chory, gdy jednak czuję cokolwiek w gardle, to sami rozumiecie skąd pojawia się u mnie strach. Takie uroki mięśniowych przypadłości. Łykam codziennie tran, witaminę D i tak żyję z mieczem Demoklesa nad głową. Dzisiaj już nie ryzykuję, coś mnie bierze, to od razu działam, jak wiadomo lepiej zapobiegać niż leczyć i tak też czynię.