Dzień z życia blogera-zanikowca.

dzień

Dni naszego życia ciągną się niczym roztopiona mozzarella, ale jednak, przy odrobinie dobrych chęci, większość z nich potrafi być nawet znośna. Moim życiem kieruje cały zestaw codziennych rytuałów i pomniejszych przyzwyczajeń, które razem składają się na dość poukładaną egzystencję…

 

Dzień niepełnosprawnego blogera nie odbiega zbytnio od życia codziennego większości z Was. Rządzi nim rzecz jasna rutyna, którą każdy z nas wypracowuje sobie przez lata. W końcu przyzwyczajenie do druga natura człowieka, jak niegdyś ktoś mądry powiedział. Nie będę tu jednak pisał o moim typowym dniu, a raczej skupię się na jego produktywnej wersji.

Moją codzienność wyróżnia jednak drobny szczegół, a mianowicie to, że przy zdecydowanej większości, z typowych ludzkich czynności, potrzebuję asysty drugiej osoby, którą na dzień dzisiejszy jest moja mama. Więc weźcie poprawkę na wiele słów typu zrobiłem, usiadłem, bo są to czynność, jakich sam nie wykonam. Z wyjątkiem oczywiście obsługi poczciwego peceta, czego ten wpis najlepszym dowodem. Przejdźmy więc do konkretów.

Pobudka

Jak to zwykle bywa, dzień zaczyna się u mnie od otwarcia oczu i momentu, w którym mózg uświadamia sobie, że noc zmieniła się w dzień i czas włączyć zasilanie. Jest to najczęściej plus-minus 9:30 i znów na nowo, zaczyna się Polska ludowo. Te pierwsze minuty od przebudzenia przyjmują czasem formę, niczym z początku Dnia Świra, choć zwykle humor mi dopisuje. Po napłynięciu pierwszych myśli staram się ułożyć zalążek planu zajęć, co zwykle i tak kończy się pójściem na żywioł, bo brak planu to moje drugie imię. Wychodzi po prostu ze mnie zwierzę, szkoda że tylko leniwiec.

Po dojściu do siebie koło 10 włączam telewizor na maks pół godziny. Oglądam głównie dla świeżych newsów i odmóżdżam się seansem programów śniadaniowych, aczkolwiek nawet nie wiecie jak bardzo inspirujące to bywa. Zadziwiające jak głupota potrafi działać na człowieka. Przychodzi czas na poranną toaletę, polerowanie zgryzu, słowem standard. Gdy już jako tako lśnię, odwracam się do kompa. W myśl zasady: ledwo oczy otworzy, a już do komputera.

Przedpołudnie

Z chwilą odpalenia mojej maszyny i wybiciu 11, zaczyna się dla mnie właściwy dzień. Pierwsza rzecz do roboty? A pewno, że Face-time. Statusy w końcu się same nie przejrzą. Facebook to praktycznie moje podstawowe źródło informacji blogowych i serialowo-filmowo-growych. Do tego obowiązkowa wizyta na YouTube, czytanie innych blogów i przy okazji wpadnie parę nowych pomysłów na wpisy. Czas mija błyskawicznie, a w moim umyśle już zaczyna się pojawiać plan wzięcia się za robotę. W między czasie wrzucam na ząb ulubiony biszkoptowy jogurt Danone.

Popołudnie

Koło godziny 13:30, gdy bestia w moim brzuchu zaczyna domagać się papu, zabieram się za obiad. Sama wyżerka jednak nie byłaby tak samo przyjemna bez towarzystwa serialu Na Wspólnej. Może to i serialowa pasztetowa, ale przy jedzeniu niezbędna. Idzie się z czego pośmiać, do tego trwa tylko 24 minuty i to aż nadto by zdążyć zjeść. Po posiłku piję herbatę Lipton i robi się już po 14. Następnie idę zagrać w grę o tron, co kończy się zwykle o 15. No cóż, nie ma lepszego miejsca kontemplacji nad tajemnicami wszechświata niż świątynia dumania. Na najlepsze olśnienia i genialne pomysły wpadałem właśnie na żelaznym tronie.

O trzeciej po południu przychodzi czas brania się do konkretnej roboty. Są tu trzy możliwe opcje. Rehabilitacja, pisanie nowego tekstu lub rozrywka i w zależności od dnia robią tylko jedną z tych rzeczy. W przypadku rehabilitacji same ćwiczenia trwają godzinę lub mniej, w zależności od rehabilitanta i resztę czasu do godziny 19 spędzam na moim elektrycznym wózku. Przewietrzyć się zawsze spoko.

Alternatywą jest wzięcie się za pisanie na blogu i praca 4 godziny, przerywana planowaniem statusów na fejsie. O ile przyjdzie ochotę pisać, bo to nie takie oczywiste, gdy twoje totemiczne zwierzę to leniwiec. Dużo częściej zdarza mi się oddawać czystej rozrywce i biorę się za nowe odcinki seriali, lub chociażby takie Path of Exile, bo nic tak nie uspokaja, jak usieczenie setek bestii z okazjonalnym wbiciem jeszcze jednego levelu.

Wieczór

Czas mija nieubłaganie i nim się obejrzę, a tu kolację trzeba już jeść. Wrzucaniu na ruszt musi oczywiście towarzyszyć coś audio-wizualnego i najczęściej jest to YT z soczystą porcją przepisów z kanałów kulinarnych. Bo kiedy oglądać kucharzenie, jak nie przy jedzeniu? W końcu tematycznie pasuje jak ulał.

W każdym bądź razie, jeść kończę koło godziny 19:31 i resztę wieczoru spędzam na graniu lub twarzo-książce, aż do godziny 23. Wtedy to obracam się do telewizora i z pół godzinki oglądam kolejną porcję newsów. Później piję jeszcze herbatę przed snem i przed północą się już kładę, choć tak na prawdę jest to dość złożony rytuał, o którym opowiem wam przy innej okazji.

Samo zasypianie niestety nie jest dla mnie zbyt łatwe, bo potrafi trwać nawet i godzinę. Ten czas wykorzystuję głównie na przemyślenia i planowanie kolejnych posunięć na blogu, co tylko jeszcze bardziej odwleka chwilę ucięcia komara. Jednak na ile cudownych myśli, ciętych ripost i przegenialnych pomysłów wpadłem na moment przed zaśnięciem to głowa mała. Ale wszystko to rozmywa się w odmętach marzeń sennych. Tak kończy się mój dzień.

Jak widzicie, co poniektóre dni potrafią dać mi w kość, mimo nie pracowania na etacie w fabryce azbestu. Żywot blogera nie jest tak łatwy, jak się powszechnie wydaje. Niby fajnie nie mieć szefa nad głową, ale taki brak kogoś z batem, na odległości nieświeżego oddechu, strasznie potrafi jednak rozleniwić. Nic nie jest tak trudne, jak wygrać z samym sobą. Tym bardziej podziwiam moją mamę za wytrwałość w pomaganiu mi przy tych codziennych czynnościach. Dzięki jej sumienności mogę robić to co kocham i jednocześnie pisać dla Was tego bloga. To jej należą się brawa.

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.