Dzień z życia opiekuna.

Dzień pracy opiekuna teoretycznie zaczyna się wraz z obudzeniem się podopiecznego, ale u mojej mamy zaczyna się często pobudką po 7 rano i stresem. To ten moment, gdy jesteś rodzicem i wiesz, że za chwilę znów zaczyna się kolejny, pełen stresów dzień. Czy ja podołam kolejny raz? Zadaje sobie pytanie każdy rodzic lub opiekun, ale szybko się z tego otrząsa. Ja nie dam rady? Muszę dać – myśli sobie.

9:30

Budzimy się prawie w tym samym momencie i od tego zaczyna się dzień powszedni. Poranne siku, mama podkłada mi kaczkę. Zaczynam podnosić pilotem oparcie elektrycznego łóżka. Głowa opada mi na prawo, zasługa skoliozy. Pomoc mamy niezbędna, głowę trzeba ręcznie ułożyć do pionu. Gotowe, teraz pstyknąć telewizor, podać szklankę herbaty ze słomką z poprzedniego dnia. Parę zimnych łyczków po przebudzeniu. Teraz czas dojść do siebie. Trochę sobie poleżę z zamkniętymi oczami i posłucham telewizji. Mama może iść do góry.

10:00 – 11:20

Senność opanowana, koniec gnicia w wyrze, wołam mamę i przychodzi czas usiąść na łóżku. Wkładamy „szfamę”, poduszkę z gąbki, prosto pod krzyż. Jedną ręką pchnąć za plecy, a drugą ręką wepchnąć poduchę pod plecy. Teraz trzeba obejść łóżko i skorygować skoliozę, czyli powkładać tyle poduszek z lewej strony tułowia, bym siedział prosto. Teraz trzeba dźwignąć biurko i położyć na łóżko. Siedzę na łóżku, przy biurku. Zabieramy się za oczy. Potrzebuję pomocy, nie podniosę przecież ręki i nie sięgnę do oczu. Trzeba mi przytrzymać raz jedną rękę, a raz drugą, z samym czyszczeniem ze śpiochów sobie poradzę. Oczy czyste. Przychodzi chwila na oklepanie pleców, higiena płuc ma u mnie niemal priorytet. Jeszcze tylko wyczyścić okulary i już mamy po godzinie 11.

11:20 – 12:30

Teraz czas na pucowanie kłów. Mama idzie na górę po szczoteczkę, małą miskę, szklankę wody i świeżo zrobioną herbatę. Wraca. Od rana pokonała już 32 schody. Piję herbatę, łykam witaminę D i coś na kości. Myjemy zęby, mama przytrzymuje mi kolejno ręce, ja operuję szczoteczką, trwa to po 5 minut na rękę. Ręce mamy już zmęczone, w krzyżu zaczyna łupać, a ja pucuję i pucuję. Godzina 12:20, zęby umyte, jeszcze tylko odwrócić łóżko, położyć monitor, włączyć komputer i chwilowy fajrant. Uff, poranek zakończony. Mama bierze się za robienie obiadu, a u mnie przychodzi czas na przegląd fejsa.

12:30 – 14:30

Ach, te obiady, te cholerne obiady, jakby chociaż wybór tego co chciałbym sobie zjeść był prostą sprawą, życie byłoby prostsze. Tak czy inaczej, mama szykuje obiad, a ja przeglądam internety. Wszystko trwa do ok. 13, ziemniaki gotują się już wtedy na gazie, ja z grubsza doinformowany newsami i przechodzimy do kolejnego punktu programu – pójścia do toalety. Pominę tutaj zbędne szczegóły, wystarczy, że wiecie trzy rzeczy: potrzebny jest do tego podnośnik, pomoc mamy i odbywa się to podobnie jak na oddziale ortopedii. Po wszystkim, znów trzeba mnie ustawić do pionu, poduchy po podkładać i w końcu wybija 14. Zabieramy się za obiad. Włączam Na Wspólnej i jemy. To znaczy moja mama karmi mnie, siebie i tak sobie szamamy posiłek. Film się kończy, brzuchy zapełnione, jeszcze tylko poobiedni oklep pleców i pół godzinki dla słoninki.

15:30 – 18:00

Po obiedzie robi się już większy luz, zwłaszcza dla mojej mamy. Choć mówiąc „luz” mam tu na myśli chwilę przerwy od pomagania mi, bo innych obowiązków oczywiście jej nie brakuje. A to zrobić zakupy, trochę coś tam posprzątać, pozmywać, typowa domowa robota. W końcu jednak przychodzi upragniony odpoczynek, mama włącza sobie telewizję i może zasłużenie odetchnąć. Dochodzi 17. W tym samym czasie ja zdążyłem trochę popracować na kompie. Serial w telewizji kończy się o 18 i czas pomyśleć o kolacji. Tym razem wybieram jajecznicę.

19:00 – 21:00

Kolację jadamy różnie, acz najczęściej po Uwadze w TVN. Procedura taka sama, włączam film, mama karmi siebie i mnie, oglądamy kolejny odcinek serialu. Po kolacji szklanka herbaty, klepanie pleców i kolejna rutynowa czynność wykonana. Zmęczenie z całego dnia daje już o sobie znać opiekunowi, ale kilka rzeczy musi się jeszcze wydarzyć.

22:00 – 0:00

Koło w pół do 11 przechodzimy do gwoździa programu, czyli układania mnie do snu. Bo musicie wiedzieć, że to jest cały kawał ceremoniału. Idzie to mniej więcej tak: poprawić kołdrę, wyprostować jedną nogę, drugą nogę, prawe kolano przesunąć do środka, kołdra pod łokcie, tułów przesunąć w lewo, jeszcze kawałek i plecy na miejscu. Ręce ułożyć na brzuchu, jasiek na głowę i dopiero wtedy można gasić światło. Fajrant, buda stoi, karta na zakładzie podbita.

***

I tak świątek, piątek czy niedziela wygląda żywot mojej mamy i mój. Czasem coś przybędzie, czasem odpadnie, ale nasza codzienność niewiele różni się od tego obecnego schematu. Zawód opiekuna ON to ciężka, pełna rutyny i cholernie niewdzięczna robota. Niech się wam nie wydaje, że każdy dzień mija tak gładko i przyjemnie jak opisałem, bo to gówno prawda, monotonia naszego stylu życia powoli zżera nas od środka. Frustracja i zmęczenie ciągle wywołują kłótnie o właściwie drobne bzdury. Raz wybucham ja, raz mama, a za chwilę się z tego śmiejemy i wszystko wraca do normy.

Praca przy mnie to może nie kopanie węgla, ale i tak wymaga anielskiej cierpliwości, bo bywam wrzodem na dupie, do tego siły, wytrzymałości, zmysłu organizacji, nawet wiedzy godnej pielęgniarki, rehabilitanta, a nierzadko i lekarza. Trzeba wiedzieć jak zapobiegać odleżynom, jak umiejętnie oklepywać i jednocześnie ogarnąć dom czy ugotować obiad. To bardzo dużo obowiązków jak na jeden umysł i zbiera to swoje żniwo w stresie lub bólu nóg.

Po co opisywać dzień z życia opiekuna? Codziennie jestem naocznym świadkiem tego ile wysiłku i potu trzeba włożyć w opiekę nad kimś. Tym bardziej muszę o tym pisać. Bo niestety, mam wrażenie, że spora cześć społeczeństwa ma wciąż mgliste pojęcie o trudach pracy opiekunów (o czym z resztą wspominałem we wpisie o cichych bohaterach) i warto bym dołożył choćby cegiełkę do zmiany tego faktu.

Osobiście aż mi głupio, widząc poświęcenie mamy w opiece nade mną i boli mnie, że nie mogę jej zbytnio pomóc. Mogę co najwyżej powiedzieć dziękuję, że doceniam jej tytaniczny wysiłek i pisać więcej podobnych tekstów.