Drapaczko! Tyś najlepsza z całej wsi.

drapaczka

Bo czasami nawet wizyta akwizytora może przynieść w życiu coś dobrego.

 

Było to wiele lat temu, nie wiem czy to była wiosna, czy jesień. W każdym razie zaczęło się to od dzwoniącego telefonu mamy. Po drugiej stronie odezwał się pewien koleś:

– Witam serdecznie, nazywam się Wkurzający Domokrążca i chciałbym złożyć pewną propozycję
– O co chodzi?
– Jestem przedstawicielem firmy takiej i takiej, i oferujemy wspaniałe materace masujące, w atrakcyjnej cenie. Miło mi więc zaproponować pani pokaz wspomnianego urządzenia, bezpośrednio w miejscu zamieszkania.
– No nie wiem, wątpię czy będę zainteresowana zakupem, pewnie drogo…
– Ależ nie ma żadnego problemu, wszystko objaśnię, najwyżej pani zobaczy i dodatkowo w prezencie dostanie pani taki jedyny w swoim rodzaju masażer do głowy.

Wtedy moja mama pomyślała: – A co tam, przynajmniej dostanę prezent – i koniec, końców zgodziła się. Ja oczywiście byłem bardziej sceptyczny, trochę pozrzędziłem, mówiłem: – Po co się zgodziłaś? I tak dalej, ale jak już trochę ochłonąłem, to doszedłem do wniosku, że przynajmniej coś się będzie działo. Rozrywki nigdy za wiele.

Pokaz

Minęło te kilka dni i przyszedł moment pokazu. Dzwonek do drzwi i po krótkim powitaniu akwizytor zjawił się w salonie. Z wyglądu, typowy obwoźny sprzedawca, garnitur, schludny wygląd, ale wyróżniała go jedna rzecz, którą zauważyłem gdy się gość odezwał. Z trudem powstrzymałem parsknięcie śmiechem, gdy usłyszałem jego zniewieściały głos kastrata, który absolutnie nie pasował do tego co widziały moje oczy. Miałem ochotę śmiać się, jak ten koleś z fejkowego talk-show, gdzie jeden z gości miał taki sam cienki głos. Wiem, trochę chamsko śmiać się z czyjegoś głosu, ale powstrzymałem się, czyż nie?

Tak czy inaczej sam pokaz przebiegał bez zakłóceń. Wiadomo, typowa akwizycyjna gadka i wychwalanie materaca pod niebiosa. A że leczy wady kręgosłupa, relaksuje i takie tam bzdury. Cena oczywiście z kosmosu i nasz domokrążca wyczuł u nas brak zainteresowania kupnem. Sięgnął on więc po swój ostatni argument, czyli wspomniany masażer do głowy. Jeszcze przed pokazem wyobrażałem sobie ten cud techniki jako urządzenie elektryczne czy coś, ale klasycznie, nic bardziej mylnego.

Akwizytor sięga po pudełko, otwiera je i naszym oczom ukazuje się przyrząd w całej okazałości. Pierwsza myśl, czy to nie jest trzepaczka do jajek? I śmiechu już nie potrafiłem powstrzymać, podobnie jak i reszta domowników. Jak już się ogarnęliśmy, po kolei zaczęliśmy testować ów dziwny wihajster, aż przyszła kolej na mnie.

Drapaczka – Artefakt Bogów

Doskonale pamiętam ten moment, gdy stalowe źdźbła drapaczki dotarły do cebulek włosów na moim czerepie. Jakie to wspaniałe, na Bogów Olimpijskich! – aż zechciałem zakrzyknąć. Cały stres, troski i napięcie wyparowało jak wypłata pod koniec miesiąca. Nie mam pojęcia co czuje człowiek pod wpływem narkotyków, ale używanie tego masażera z pewnością daje podobne skutki. Dreszcz przeszedł mi wzdłuż kręgosłupa i osiągnąłem czysty relaks. Niby zwykły przyrząd, a genialny w swojej prostocie.

Test przedmiotu zakończył się i pokaz zaczął chylić się ku końcowi. Niestety, nasz pan akwizytor musiał obejść się smakiem i prowizji tym razem nie doczekał. Jednak pozwolił nam zatrzymać owy masażer i po pożegnaniu się opuścił nasz dom. W ten sposób drapaczka znalazła się w mym posiadaniu i stała się jednym z najważniejszych przedmiotów mojej codziennej egzystencji.

Nie ma chyba na tym świecie słów, które by w pełni oddawały moje uwielbienie do tego iście boskiego artefaktu. Gdyby nie to, że dupa ze mnie, a nie poeta to napisałbym pieśń pochwalną na jego cześć. Cóż, talentu do poezji u mnie za grosz to i nowej Inwokacji raczej nie stworzę. Używanie drapaczki jest dla mnie prawdziwym dobowym rytuałem. Za każdym razem, gdy tylko po całym dniu szykuję się do snu, to nie dałbym rady zasnąć bez masażu głowy. Świątek, piątek czy niedziela, bez miziania relaksu nima, jak mawiał jakiś poeta.

Od razu człowiekowi robi się lżej i zasypianie po tym staje się o niebo prostsze. Obecnie nie wyobrażam sobie życia bez mojej wiernej drapaczki. Twórcy tego cudu techniki bezdyskusyjnie należy się Nobel, normalnie jak psu buda. Jak widzicie, niby tylko przypadkowy telefon od domokrążcy, a potrafił na zawsze zmienić moje codzienne zwyczaje.

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.