Chodzenie jest przereklamowane.

chodzenie

W moim ciele irytuje mnie cała masa upierdliwych rzeczy. A tu jakiś przykurcz, a tam krzywa stopa i już nie wspomnę o tym, że bez okularów jestem ślepy jak kret. O dziwo jednak nie przeszkadza mi brak możliwości chodzenia na własnych nogach, o czym dzisiaj Wam opowiem…

 

Przyznaję, być może brzmi to jak nieco szurnięta teza, ale dokładnie tak właśnie jest. Sam fakt poruszania się na wózku nie jest dla mnie, na dzień dzisiejszy, żadnym problemem. Bywa przeszkodą w życiu, to oczywiste. Progi i dziury na drogach czy chodnikach, potrafią bardzo skutecznie utrudnić sprawne poruszanie się na kółkach. Ja jednak mam na myśli, że wózek nie jest dla mnie problemem pod względem mentalnym. To znaczy nie traktuję tego w kategorii jakieś strasznej tragedii, a raczej przeszkody łatwej do obejścia. Z mojej perspektywy, czyli osoby z zanikiem mięśni, ważniejsza jest sprawność rąk czy klatki piersiowej, niż chodzenie. Ale nie o zaniku dzisiaj będę wam gadał. Wbrew pozorom, poruszanie się na wózku ma też sporo niezaprzeczalnych zalet…

 

Nie muszę kupować nowych par butów

Zalety nie chodzenia zacznijmy od oczywistości, czyli butów. Jak pewnie się domyślacie, spacerowanie nie jest obecnie moją mocną stroną i fanem tego rodzaju aktywności raczej nie zostanę, więc siłą rzeczy buty mi się wolniej zużywają. Swoją obecną parę butów firmy Adidas noszę już od niemal 10 lat i nadal wyglądają świetnie, nie mówiąc o tym ile hajsu na tym zaoszczędziłem. No cóż, dla mnie buty spełniają dzisiaj bardziej rolę wygodno-grzejącą i ozdobną, niż swoją pierwotną. To naturalne, że posłużą mi jeszcze nie jeden rok.

Nie robią mi się odciski

Częsta przypadłość chodzących ludzi? Odciski! A ja śmieję się im prosto w twarz, bo moje stopy to są gładkie, jak łysina Piotra Fronczewskiego i na pewno nie są styrane łażeniem po jakimś polu. Szansa na nagniotki czy odciski bliska zeru i żadne stopy hobbita mi nie grożą.

Trudniej u mnie o złamanie nogi (prawie)

Jazda na wózku ma ten świetny bajer, że świetnie ochrania nasze szanowne odnóża. No wiadomo, +10 do pancerza i zwiększona odporność na okaleczenie kulasów robi robotę. Kontuzje spowodowane bieganiem? Na wózku są one tylko wspomnieniem. Zobaczcie na taki sport, mawiają, że niby to samo zdrowie, a jak wiemy rzeczywistość wygląda zgoła brutalniej. Naderwane ścięgna, mięśnie, złamany piszczel, okazjonalne kopnięcia w klejnoty rodzinne, jak to w sporcie czy bieganiu. My, niechodzący mamy małą szansę na takie atrakcje, choć z tymi złamaniami, to bywa różnie ;)

Nikt nie spyta mnie w autobusie czy to miejsce jest zajęte

Pewnie nie raz mieliście moment, że wracacie sobie styrani z roboty czy szkoły i zajęliście sobie siedzenie w autobusie w celu, choć chwilowego, odpoczynku. Aż tu nagle jak z podziemi, wychodzi babina w berecie z antenką długą, niczym maszt toruńskiego radyja i z pogardą w oczach staje przed wami. Zgrywa oczywiście schorowaną, mimo iż wyraźnie dobiec błyskawicznie do autobusu to umiała. Ustępowaliście, no bo co się z kobieciną będziecie awanturować. A ja, jeżdżąc na wózku nigdy nie muszę się takimi rzeczami przejmować, przecież nikt nie spyta mnie, czy to miejsce jest zajęte? Mogę sobie siedzieć do woli, a starsi ludzie czy kobiety w ciąży nie patrzą na mnie przez to wilkiem i wszyscy szczęśliwi :)

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Jak widzicie, nie móc chodzić też ma swoje dobre strony, ale odkładając heheszki na bok, zawsze zdumiewało mnie, że przez część społeczeństwa poruszanie się na wózku jest postrzegane jako absolutna tragedia. Moment, w którym życie lega w gruzach i nie pozostaje nic innego, jak się załamać. Rzeczywiście, utrata zdolności chodzenia jest ogromnym wrzodem na tyłku, wiem z doświadczenia. Jednak nie jest to aż tak straszliwy los, jak wielu sądzi. Ja osobiście nie chodzenie stawiam na szarym końcu mojej listy problemów, na prawdę, poruszanie się na nogach jest stanowczo przeceniane i z tym zaskakującym wnioskiem już was zostawiam, Ciao.

  • Jesteś wariat :) Ciekawe co na to „chodziaki” :D ps. dwa razy złamałam nogi :D :D

    • Dopisałam w osobnym komentarzu, co według mnie, jako „chodziaka” :D, można tu jeszcze wpisać. ;)

    • Choć nie zdiagnozowany ;) Ale obie czy jedną dwa razy?

  • Ależ ten tekst jest fantastyczny! Bardzo podoba mi się dystans, z jakim go napisałeś.
    Gdybyś był kobietą, w akapicie o butach na pewno nie pominąłbyś jednej ważnej rzeczy: możesz założyć najwyższe i najbardziej niewygodne szpilki, wiesz, te, które służą tylko temu, by ładnie wyglądały, oraz spędzić w nich cały wieczór, kiedy Twoje koleżanki po godzinie by już zmieniały je na baleriny. :D
    Przychodzi mi do głowy jeszcze jeden plus dla Ciebie, jako gracza: możesz sobie na luzie czekać pół nocy w kolejce podczas premiery nowej gry, np. takiej, jak była przy Diablo III. Na siedząco wydaje mi się, że takie czekanie w kolejce mogłoby być zdecydowanie mniej upierdliwe, niż stojąc w bezruchu kilka godzin.

    • Dziękuję, choć łatwo z jego pisaniem to nie było. Dobry tydzień mi to zajęło i etapami w końcu ukulałem ;) Z tym czekaniem na nocne premiery to z kolei średnio-dobry pomysł dla mnie, bo jednak ze mnie leniwa i wygodnicka bestia, stanie w kolejce trochę wbrew mojej naturze. Znając siebie cyfrówkę bym kupił :)