Chińska bajka? Why not?

Dragon Ball

Ach te lata dzieciństwa. Młodość, niekończące się zabawy i brak trosk, no któż by mógł za tym nie tęsknić? Ja za gówniaka, większość swoich chwil spędzałem na zabawach na podwórku, grzaniu szkolnej ławki i oczywiście na oglądaniu kreskówek. Fox Kids czy Cartoon Network zawsze musiało być włączone i nie było dyskusji. Jednak była pewna „chińska” bajka, która przyćmiła mi wszystko inne…

 

Czerwone wdzianko, magiczna chmurka, dziwny radar, smok spełniający każde życzenie. Czy coś wam to mówi? Ja jak czytam te słowa natychmiast cofam się w czasie, a sentymentalne ciepło zaczyna otulać me serce. Mowa tu oczywiście o japońskiej mandze i anime Dragon Ball. W swoim życiu oglądałem niezliczone ilości kreskówek, od klasyki gatunku w postaci Zwariowanych Melodii czy Toma i Jerry’ego, a kończąc na animacjach z Fox Kids. Jednak żadna z nich nie zawładnęła mojego umysłu w takim stopniu, jak Smocze Kule.

Nietypowa kreskówka i RTL 7

Przygoda z tym zacnym anime zaczyna się w pewne nudne popołudnie, koło 99 roku, w moim mieszkaniu w bloku. Leżałem wtedy na kanapie i znużony, przeskakiwałem z kanału, na kanał w poszukiwaniu czegoś ciekawego w telepudle. A tu, jak na złość, same reklamy, jakieś durne wiadomości i inny szajs. Aż tu nagle mignęło mi coś animowanego na RTL 7 i zaintrygowany zacząłem oglądać.

Pierwsze co pamiętam, to jakiś dzieciak w czerwonym kubraczku z ogonem, lecący na małej żółtej chmurce, wesoła muzyczka śpiewana w nieznanym mi języku i z ciekawości oglądałem dalej (dziś już wiem, iż był to 30 odcinek). Ze słów lektora dowiedziałem się, że nasz bohater szuka jakiś kryształowych kul, później ktoś kradnie mu ubrania i zmuszony jest ścigać złodzieja nago (Trynkiewicz lubi to), tu jakiś lis z mieczem na plecach, tam niebieski gnom z manią wielkości, cuda na kiju. Było dziwnie, ale zabawnie. Scena za sceną i pod koniec odcinka byłem już całkowicie oczarowany. Połącz przygodę, akcję i komedię, a przepis na dziecięcy hicior masz gwarantowany. Nie miałem wtedy pojęcia jak bardzo świat Smoczych Kul zawróci mi w głowie.

Smocze Kule

O czym jest Dragon Ball? Jest to japońskie anime, na podstawie mangi Akiry Toriyamy pod tym samym tytułem. Jest to historia Son-Goku i jego przyjaciół, wyruszających na przygodę w celu odnalezienia 7 legendarnych smoczych kul. Artefaktów, po zebraniu których, przywoływany jest smok spełniający jedno dowolne życzenie. Na takim głównym schemacie opiera się większość opowieści, ale mamy tam również turnieje sztuk walki i dorastanie Goku, a jego perypetie to miks przygody, japońskiego humoru oraz nawet scen dramatycznych (choć więcej tego w Dragon Ball Z). Każdego dzieciaka by to oczarowało, więc nie dziwne, że się wciągnąłem.

Dragon Ball Z opowiada za to, o losach dorosłego już Songo (oj te polskie tłumaczenia) i jego dzieci, a fabuła wyraźnie robi się poważniejsza. Poznajemy przeszłość Goku i jego pozaziemskie pochodzenie, a akcenty rozkładane są na walki z coraz to potężniejszymi przeciwnikami. Brzmi dziwnie, ale razem z moim starszym bratem oglądaliśmy kolejne epizody z rozdziawionymi gębami.

Byłem fanatykiem Dragon Ball’a

W roku szkolnym, mój plan lekcji idealnie pasował do godzin emisji tej kreskówki, więc gdy tylko rozlegał się ostatni dzwonek to niemal biegłem by zdążyć. Dochodziła godzina 15:30 i siadałem przed ekranem, a świat zewnętrzny przestawał dla mnie istnieć na te kilkanaście minut. To była moja świętość, można powiedzieć, mój pierwszy serial. Jarałem się tym jak żołnierze Lannisterów grillowani przez smoka. Swoją drogą komicznie musiała wyglądać reakcja innych domowników jak słuchali darcia się postaci, kto oglądał DB, ten wie o czym mówię ;)

Ach wspaniałe czasy, dzisiaj jak słyszę spolszczone imiona bohaterów to aż mi w zębach trzeszczy, aczkolwiek to zrozumiałe. Japońskie anime, francuski dubbing z cenzurą i polski lektor, trudno by nie było zgrzytów, wtedy jednak nie miało to żadnego znaczenia. Zbierałem sporo gadżetów związanych z serią, karty z chipsów Chio, mam nawet ręcznik z podobiznami postaci. Byłem jak ten fanatyk wędkarstwa, tyle że Dragon Ball’a. Później doszła jeszcze manga w 42 tomach i kolekcja prawie się skompletowała.

Dlaczego ta „chińska” bajka?

Dlaczego uwielbiałem to anime? Przede wszystkim za umiejętne połączenie różnych gatunków i wciągającą opowieść, przypominającą odrobinę kino drogi. Bohaterowie ciągle są w drodze i nie przestają się rozwijać, Goku rośnie w siłę, wrogowie również, a stawka ciągle rośnie, kończąc się na ratowaniu świata. Doskonały, choć specyficzny humor dodaje całości kolorytu, a świetna muzyka tylko potęgowała dobre wrażenie. Najlepsze jest, że nigdy nie byłem fanem japońskiego anime. Daleko mi było od ignorantów pogardliwie nazywającymi anime „chińskimi bajkami”, przeszkadzał mi tylko styl rysowania postaci, wiecie, wielkie oczy i inne takie. A w DB było lepiej, nie rzucało się to tak mocno w oczy.

Nie będę wam mówił, że Dragon Ball zmienił moje życie, pokazał co to jest przyjaźń czy co jest w życiu najważniejsze. Jednak skłamałbym mówiąc, iż nie dało mi to radochy i poczucia uczestniczenia w przygodzie, której nigdy nie zapomnę. A wy mieliście ulubione animacje? Piszcie w komentarzach :)

***

Podobał się tekst? Udostępnij go! Zajmie to moment, a pomoże mi w rozwoju. Pod postem są ikonki, Dzięki ;)

Chcesz dodać mi motywacji do dalszej roboty? Zostaw komentarz.

Polub również fanpage bloga, by być na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Jeśli lubisz gry wideo, to zapraszam też na mój profil na Instagramie.

  • Za dzieciaka Czarodziejka z księżyca rządziła! Dziś wolę inne, ale razem z synem oglądam czasem DB ;)

    • Czarodziejki znam, choć tylko ze dwa razy na oczy widziałem, ale DB to uwielbiam i aż sentymentalna łza się kręci w moim oku, kiedy o tym pomyśle. Fajnie, że oglądacie razem :)