Chaotyczny 2017 rok.

podsumowanie

Stary rok w agonii chyli się już ku wystrzałowemu finałowi i aż prosi się by go podsumować. A, że koledzy blogerzy też już takowe piszą lub napisali, toteż gorszy w tym względzie nie będę ;)

 

Szczerze nie znoszę tych ostatnich, parszywych dni roku. Nie mówiąc już o wieńczącym ten nędzny okres Sylwestrze. Wszystko się ciągnie, jak tureckie seriale i nastrój pikuje ostro w dół. A, jeszcze ci dziwni ludzie i ich próbne eksplozje urwiłapek, jakby zwierzaki nie miały wystarczająco przejebane przez sylwestrowe bombardowanie. A komu to potrzebne? A po co?

Skąd moje negatywne nastawienie do sylwka? Nie mam bladego pojęcia, choć mam kilku podejrzanych. Po pierwsze – przemijanie, no bo wiecie, człowiek się robi coraz starszy i kolejny rok bliżej do przeprowadzki do przytulnego M1, półtora metra pod ziemią. Po drugie, nie jestem zwierzem imprezowym, więc nie kręci mnie muzyka na cały regulator, tańce i swawole, nie mówiąc o mojej awersji do alko. Dlatego też plany na Sylwestra mam zawsze jedne, będę grał w grę, choć wątpię czy będzie to Tomb Raider. Ale zostawmy już tego sylwka…

Teoria Chaosu

Gdybym miał nazwać i podsumować jednym słowem 2017 rok, to byłoby nim chaos. Te ostatnie 365 dni były dla mnie niekończącą się sinusoidą, od sukcesu i głowy pełnej pomysłów, do twórczych kryzysów, gdy chciałem rzucić to wszystko w diabły. Od samozachwytu potrafiłem przechodzić do całkowitego rozczarowania sobą. Wszystko zgodnie z teorią chaosu, motylek zamachał skrzydełkami na Madagaskarze? Bum! I nagle moja ochota na pisanie spadała do zera. Jednak po każdym kryzysie podnosiłem się i działałem dalej. Stosunek porażek do sukcesów wychodzi mniej, więcej po równo, ale sukcesy były zdecydowanie większego kalibru, o czym czas opowiedzieć.

To, co się udało…

Największym milowym krokiem w rozwoju bloga było z pewnością przeniesienie się w kwietniu na WordPress i wykupienie własnej domeny, co dało mi dostęp do wielu świetnych narzędzi. Fakt, wyświetlenia znacznie mi spadły, ale było warto. Wygląd bloga zyskał bardziej profesjonalny wygląd, a adres wyszedł mi krótki i zgrabny, idealna baza do dalszego rozwoju. Drugim ogromnie dla mnie ważnym wydarzeniem było dołączenie do facebookowej grupy KOT – Komiczne, Odważne, Twórcze, gdzie poznałem mnóstwo utalentowanych i niezwykle inspirujących blogerów. Bo jak wiadomo, bloger bez kontaktów daleko nie zajdzie, a przy okazji jest do kogo wirtualnie gębę otworzyć.

Trzecim dużym osiągnięciem tego roku było napisanie mojego pierwszego w życiu wpisu sponsorowanego, co pokazało mi dobitnie, że jest jakiś sens tej ciągłej pisaniny. Tekst pisało mi się wtedy bardzo przyjemnie i uwinąłem się z nim błyskawicznie. Może to tylko jednorazowa akcja, ale doświadczenie jakie dzięki temu zdobyłem kiedyś na pewno się przyda. Największym sukcesem jest jednak fakt, że prowadzę ten blog już od ponad roku, czyli zdecydowanie więcej niż ogromne rzesze twórców i mam nadal ochotę na więcej.

…a to, co udało się mniej

Nie wszystko jednak poszło tak dobrze. Najdotkliwszą porażką były dla mnie dwa ostatnie miesiące, choć głównie ze względów zdrowotnych, o czym już wam pisałem. Powrót po czymś tak paskudnym był oczywiście straszliwie ciężki. Ledwo ze trzy teksty dałem radę wyprodukować i z niemałym trudem, co ostro podkopało moje morale. Jestem sobą rozczarowany również z powodu zbyt małej aktywności w sekcjach komentarzy na innych blogach i Fejsie. Odruchu komentowania wciąż nie udało mi się w sobie zaszczepić i ciągle z tym walczę.

Duży problem mam też z regularnym pisaniem, co próbowałem sobie narzucić ambitny plan na pisanie co dwa dni, to zawsze brak weny lub pomysłu na tekst, go skutecznie niweczył. Jeden wpis w tygodniu to jedyny pułap, który udaje mi się w miarę solidnie utrzymywać. Ogółem jednak te trudności bledną przy tym, co udało mi się osiągnąć.

Co przyniesie przyszłość?

Rok 2017 był dla mnie, mimo wszelkich kryzysów, bardzo udanym okresem. Zdobyłem całe mnóstwo bezcennego doświadczenia i odkryłem w sobie wiele przydatnych umiejętności. Nie czuję by był to zmarnowany czas. Co planuję osiągnąć w 2018? Przede wszystkim pisać, pisać, pisać. Może nie taśmowo, ale choć ten raz w tygodniu będę się starał. Druga sprawa to zacząć czytać więcej książek, bo wiedzy nigdy za wiele, a poszerzanie słownictwa to rzecz, dla blogera, święta. Muszę też w końcu odkryć, co w ogóle chcę tym blogiem przekazać, bo za dużo tam spontaniczności i później nie wiem o czym pisać. No i jest jeszcze sprawa mojego fanpagea, którego czasem tak zaniedbuję, że aż wstyd. Ciągle kombinuję z tematyką umieszczanych tam postów i mam nadzieję, iż w tym nowym roku to ogarnę.

To tyle na dziś, dzięki za uwagę i Szczęśliwego Nowego Roku ;)

  • Kryzysy mogą prowadzić do rozwoju:) Pozdrawiam!

  • Mój 2017 też był super :) zyczę wszystkiego dobrego w 2018 :)